Wywodzę się jeszcze ze środowiska systemu operacyjnego DOS, a co za tym idzie – Windowsa. Daleki jestem od twierdzenia że Windows jest dobrym systemem operacyjnym, o nie, jest taki sobie, ale w tamtych, odległych czasach nawet do głowy nie przyszła mi żadna dla niego alternatywa. No bo jaka? Trochę egzotyczny OS/2, bardzo egzotyczny UNIX, czy też jego potomek – mało jeszcze wtedy znany Linux? Ewentualnie w ogóle zmiana środowiska i sprzętu na Apple – tym bardziej nie wchodziła w rachubę. Windowsa miał każdy i używał każdy.
Dopiero lata później, Szymon właśnie wprowadził mnie w świat Linuxa. Pamiętam pierwszą myśl „cofamy się do DOSa” – topornie wyglądające okienka, komendy wpisywane w wierszu poleceń, konieczność czasem „grzebania bliżej sprzętu”, np. w plikach konfiguracyjnych. No i ta ubogość dostępnych dobrych programów, zwłaszcza odpowiedników tych z Windowsa – choćby stabilnego pakietu biurowego, nie zaczynając nawet tematu gier.
Jest rok 2026 i sytuacja bardzo się zmieniła. I chociaż Linux wciąż ma posmak dawnych, surowych systemów operacyjnych, to o ile bardziej przyjazny jest dziś dla użytkownika! Są już dystrybucje, które niemal nie różnią się od Windowsa w byciu przyjaznymi użytkownikowi i ogólnym „feelu”, będąc jednocześnie typowo dla Linuxa ultra-bezpiecznymi, stabilnymi i szybkimi. Istnieją jednak wciąż sytuacje w których dość brutalnie uderzają niedostatki Linuxa, a jedną z takich sytuacji jest produkcja/obróbka audio.
Owszem, jest Audacity. Owszem, jest Ardour, REAPER, Bitwig Studio, czy LMMS, już bardziej na polu tworzenia muzyki. Ale co z tego, kiedy na przykład nie mogę sobie w prosty sposób wgrać wtyczki VST do Reapera pod Linuxem? Co z tego, kiedy nie mogę natywnie użyć Abletona, Logica Pro czy FL Studio? Tak, są możliwości korzystania z pluginów VST pod Linuxem poprzez mechanizm mostków (np. yabridge), są też natywne pluginy dla Linuxa, ale jest ich zdecydowanie mniej, niż dla macOSa czy Windowsa. Sam przyznam, że póki co jeszcze nie używałem yabridge. Tak, są też możliwości uruchomienia windowsowych programów przez choćby wine, ale czy tak to powinno wyglądać?…
Ogólnie ujmując, programy do audio (w mniejszej mierze) i pluginy do nich (w większej) są tworzone przede wszystkim dla Windowsa i macOSa. Jeżeli jakiś program posiada już wersję Linuxową, to są ogromne szanse że istnieje on również w wersji na systemy Billa Gatesa i Steve’a Jobsa.
Niemniej każdy koniec ma dwa kije. Jak wspominałem, istnieją już dobre cyfrowe stacje robocze audio pod Linuxa. Ponadto jeśli chodzi o Reapera, z którego korzystam, to już wtyczki wbudowane w niego są bardzo dobre i do większości zastosowań w zupełności wystaczające. Istnieją też natywne pluginy pod Linuxa, z których jak na razie mogę polecić kolekcję Linux Studio Plugins (innych nie testowałem).
Ale jest jeszcze kwestia sprzętu. Nie musisz znać się na wszystkim przy tworzeniu muzyki, nie musisz przecież wiedzieć, czy w Twoim systemie za audio odpowiada PulseAudio, PipeWire, JACK, czy jeszcze coś innego. Przecież chcesz tylko tworzyć. Ja musiałem się z tym zmierzyć, w jednym z poprzednich wpisów mówiłem, że musiałem zmienić system z Debiana, na pochodną Arch Linuxa. Kwestia była tego typu, że w Reaperze mogłem audio device ustawić jedynie na ALSA, przez co podczas nagrywania miałem ogromne opóźnienie między tym co mówiłem do mikrofonu, a odsłuchem. Możliwe że dałoby się to jakoś ustawić, skonfigurować. Mam wrażenie jednak, że takie rzeczy pod Windowsem czy macOSem po prostu działają – przynajmniej nie słyszałem skarg od nikogo z używających tych systemów.
W temacie sprzętu zawiera się również wspaniały MV7+, który to nie ma fizycznych pokręteł i przycisków oprócz dotykowego mute, a jakakolwiek regulacja odbywa się poprzez dedykowaną aplikację Shure. Jak się może domyślasz, aplikacja jest a jakże! dostępna tylko na Windowsa i macOSa. Owszem, istnieje dedykowana apka na Androida (i iOSa), gdzie jeżeli przez nią dokonać ustawień (podłączywszy mikrofon do telefonu), to mikrofon powinien w teorii zapamiętać zadane ustawienia. W teorii. Jak wspominałem zakup interfejsu audio rozwiązał te problemy, ale…
No właśnie, ale nie każdy interfejs będzie działał pod Linuxem tak po prostu po wyjęciu z pudełka. Posiadana przeze mnie Arturia Minifuse2 na szczęście działa bez dodatkowych wymogów, chociaż dedykowanej aplikacji Arturii nie ma rzecz jasna w wersji Linuxowej (nie mówiąc już o dołączonym do interfejsu dodatkowym oprogramowaniu). Jeżeli chodzi o inne interfejsy pod Linuxem to wiem że Focusrite działa, podobno Behringery też dobrze współpracują z Linuxem, ogólnie interfejsy class-compliant (czyli niepotrzebujące dedykowanych sterowników) powinny działać pod Linuxem bez zastrzeżeń jako urządzenia, bo ich aplikacje już niekoniecznie. Jest jednak światełko w tunelu, bo producenci interfejsów bądź już dołączyli wsparcie, bądź zaczynają wspominać o konieczności dołączenia wsparcia dla Linuxa.
Te wszystkie wymienione kwestie prowadzą nas do konkluzji: jeżeli już używasz macOSa i chcesz zająć się muzyką – nie mogłeś lepiej trafić. Mimo mojej niechęci do Windowsa – jeśli go używasz, to również nie powinieneś mieć problemów z dźwiękiem (co innego na polach np. stabilności czy bezpieczeństwa). Jeżeli jednak używasz Linuxa, to bądź przygotowany że mogą (choć nie muszą) pojawić się nierówności na obranej przez Ciebie drodze. Ze swej strony jednak i tak szczerze polecam Ci Linuxa – większość problemów już przestała istnieć wraz z jego rozwojem, a samodzielne rozwiązywanie tych które zostały, daje ogrom satysfakcji.
Ostatnie wpisy były dość techniczne. Kolejny będzie poruszał temat z innej kategorii, zupełnie nietechnicznej.
